Więzienie przy byłej fabryce Kruppa "Bertha Werke" w Jelczu
utworzone przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego PRL
dla polskich więźniów politycznych i działające w latach 1948 - 1955

Więzienie przyfabryczne w Jwlczu



OŚRODEK PRACY WYCHOWAWCZEJ

W 1948 roku rozpoczęto wokół fabryki budowę muru z cegły o wysokości prawie trzech metrów odgradzając w ten sposób część terenu samych zakładów i trochę terenu wokół. Fragmenty tego muru istnieją do dnia dzisiejszego. Na jego szczycie w świeży beton wtopione zostały kawałki potłuczonego szkła, ostrymi kantami ku górze. W wielu punktach muru, znajdowały się również murowane z cegły okrągłe wieżyczki strażnicze, w których siedzieli strażnicy obserwujący teren wewnątrz i na zewnątrz muru. Strażnicy na wieżyczkach wyposażeni byli w karabiny maszynowe oraz reflektory, którymi oświetlano wewnętrzny teren ośrodka. Na tak ogrodzonym terenie wybudowano następnie kilka drewnianych i murowanych, parterowych baraków dla przyszłych więźniów. W jednym z nich (murowanym) znajdowały się cele, w których umieszczano więźniów za przewinienia. Znajdowały się tam również pokoje do przesłuchań. Ośrodek posiadał również zaplecze magazynowe, pralnię, stołówkę i własną piekarnię. Dla obsługi obozu wybudowano, już poza terenem obozu, trzy dwu piętrowe budynki mieszkalne, w których mieszkała kadra oficerska, kilka parterowych budynków koszarowych.

Teren Ośrodka podzielony był na dwie strefy. W strefie I znajdowały się wspomniane wyżej budynki mieszkalne więźniów, piekarnia, zaplecze magazynowe, pralnia i kilka budynków w których mieszkała straż więzienna. W strefie II znajdowały się natomiast dwie olbrzymie hale fabryczne A i B, w których pracowali więźniowie. Na zewnątrz ośrodka mieścił się również piętrowy gmach, w którym znajdowały się komórki organizacyjne OPW oraz kasyno służby więziennej (dziś budynek hotelu "Duet").

Mury wygradzały teren hal A i B. Aby dostać się do wschodniej przybudówki hali C, gdzie w owym czasie mieścił się dział socjalno-bytowy, trzeba było przejść przez obecną Bramę Miłoszycką, następnie przez drugą bramę, która znajdowała się na skrzyżowaniu dróg obok pomnika "Więźniom Gross-Rosen" i trzecią na skrzyżowaniu dróg obok dawnej kompresorowni. Wszyscy przechodzący byli skrupulatnie legitymowani. Kontrole osobiste nie należały do rzadkości.

Dla kogo wybudowano taki obóz? Kogo w nim więziono? A więc z tym bywało różnie, przeważnie byli to tzw. "wrogowie socjalizmu", polityczni, więźniowie "za ziarnka", czyli ci którzy oddali za mało zboża-kontyngentu, głównie jednak, byli to żołnierze Armii Krajowej, skazani w większości na karę śmierci. Od pracowników cywilnych różnili się ubiorem więziennym, na którym znajdowały się wymalowane na plecach numery identyfikacyjne. Obuwie więźniów stanowiły przeważnie drewniaki, niejednokrotnie też maszerowali do pracy mając nogi okręcone szmatami. Mieli oni swobodę w poruszaniu się po terenie fabryki, oczywiście w granicach określonych przez przepisy. Początkowo więźniów ośrodka zatrudniano głównie do porządkowania zakładów oraz terenu wokół samej fabryki. Z czasem rozpoczęto również zatrudnianie skazanych przy produkcji. Niektórzy z więźniów pracowali również w biurze konstrukcyjnym, w księgowości. Wszystko zależało od tego za co więzień był skazany i jakie miał wykształcenie.

Jednym z budowniczych muru jak i samym więzionym w obozie był pan Edward Płoński.
Tak oto wspomina tamte lata: "przywieziono mnie na teren jakiejś zniszczonej fabryki, początkowo nie wiedziałem gdzie jestem, ale z czasem wszystko się wyjaśniło, bałem się. Pracowałem przy murowaniu tego wysokiego muru, z cegły, w międzyczasie któryś z "opiekunów", czyli tych, którzy nas pilnowali wymyślił, aby na wierzchołku muru wylewać beton i wkładać w niego potłuczone szkło. To szkło pochodziło z hal fabrycznych, zbieraliśmy je na terenie hal i następnie tłukliśmy i wtapialiśmy w świeżą zaprawę. Do dziś pamiętam, że to szkło było zbrojone. Następnie pracowałem wewnątrz obozu przy budowie baraków i innych zabudowań. Kiedy później po uruchomieniu zakładów, kazano nam tam pracować, cały czas nas pilnowano, mogliśmy wprawdzie poruszać się po terenie zakładów ale w granicach określanych przez przepisy. Kiedy w 1955 roku rozwiązano obóz i wielu z nas objęła amnestia, mój przełożony, wojskowy zaproponował mi pozostanie i podjęcie pracy już jako normalny, wolny człowiek. Zostałem, tak jak i wielu moich kolegów. Podjęliśmy normalną pracę, wielu z nich pożeniło się w okolicznych wioskach i zostali tutaj na stałe tak jak i ja." - wg. Patrz więcej: Bloogu Wojciecha Połomskiego


Powrót do planu interaktywnego

© Jerzy, Wojciech Urbaniak 14.04.2008